grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


Dodaj komentarz

Już czas

Dzięki Bogu dotarliśmy jakoś do żniw, pomimo ciągłych doniesień o konflikcie tuż za naszą granicą, pomimo zachwiań w życiu rodzinnym i zawodowym. W  żniwa więc mogę powiedzieć: przeżyliśmy lato. Nauczyłam się doceniać każdy ciepły dzień, więc jeszcze WCZORAJ pływałam w basenie w ogrodzie, choć miałam gęsią skórkę. Bociany się najadły

bocian1

i nauczyły latać

bocian2

Wszystko zwinięte (widzieliście, te bele zamiast snopów?), gotowe. Już czas… tylko na co?

bocian3

 

Dla wszystkich tych, dla których wakacje nie były z jakiegoś powodu czasem odpoczynku- jest Ktoś, kto o Was myślał

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.  A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało.  Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo»(Mt9,35-38)

 


2 Komentarze

Sarenka i pies. Przeciw cierpieniu.

sarenka1

 

Wczoraj była sielanka. Żniwa udały się nadzwyczajnie. Klęska urodzaju, choć zwana „klęską” jest lepsza od dzielenia się biedą.  Kombajny i ciągniki jeździły po polach, ludzie pracowali uśmiechnięci, spacerowały  bociany, wybierając dla siebie co smakowitsze kąski. Dzieciaki chlapały się w wodzie i wodą, wykorzystując każdą chwilę, żeby się ochłodzić.

Zabawa i radość jednych czasem oznacza dla innych początek końca. Choćby bezpiecznego schronienia.

sarenka2

Z. który dziś rano wyszedł z psem na spacer, usłyszał, jak coś woła żałośnie. Wydawało mu się, że to zagubiony młody kociak. Pospieszył na ratunek. Trochę martwił się tylko, jaka będzie reakcja psa. Dużych kotów nie lubi, zwłaszcza, gdy panoszą się nam po podwórku. Ale maleństwo?

sarenka3

To, co zobaczył, jednak zupełnie go przerosło. Mała ranna sarenka, leżała w polu. Pochylił się i pogłaskał ją. Piszczała. Ze strachu czy bólu? Widział krew. Pobiegł więc po pomoc, bo trudno było ocenić mu jej stan, zwłaszcza, że nie chciał jej dodawać bólu, nieumiejętnie dotykając. Jednak pies, nasz pasterski, dobry pies, już wiedział. Obwąchał maleństwo i starannie, delikatnie zaczął wylizywać jej łebek: „Nie mogę ci pomóc”- mówiły jego zmartwione, brązowe oczy – „Ale nie bój się, zaraz koniec, a jestem przy tobie”. Sarenka nie znała dotąd takich psów. Zaczęła się uspokajać.

sarenka4

Nie można było jej pomóc. Kombajn poranił ją tak mocno, że zdychała.

Staliśmy bezradni i smutni, patrząc na troskę psiny i gasnące oczy lizanego zwierzątka.

Chciałabym, żeby ta historia miała inne zakończenie. Chciałabym, żeby była dalszym ciągiem wczorajszej sielanki. Ciepłą opowieścią o uratowanej sarence. Letnią przygodą. Radosną wakacyjną lekcją przyrody. Chciałabym oszczędzić dzieciom patrzenia na cierpienie. Wszystkim cierpień oszczędzić bym chciała. I łez. Ale tak się nie da. Dziś jedynie mogłam przytulić, wytrzeć je i potwierdzić „Nic nie mogliśmy już zrobić. Tylko współczuć i być.” Jak ta psina.

 

Zdjęcia sarenki robił Z. który przypuszczał raczej, że jest świadkiem rodzącej się przyjaźni, niż gasnącego  życia.